Chodzę z piłą mechaniczną po mieście,
Wyżynam wszystkich wkoło
Poznacie mnie niedługo wreszcie,
i nie będzie Wam wesoło
o litość będziecie mnie błagali
Ja jednak krew przeleję
Moja ręka domy Wam spali
Do gardeł rozgrzaną rtęć wleję
Zobaczę, znajdę, zabiję
Uśmiercę, wyrzucę bez dowodów
Moja ofiara niczym wąż się wije
Bez tanich sztuczek, bez marnych rozwodów
Długo, bez skrupułów i boleśnie
Rozłupię Wam czaszki i wyrwę wnętrzności
Wydłubię oczy jednocześnie
Na polu rozrzucę kości
Plan będzie doskonały
Nikt się nie dowie nikt nie domyśli
Nikt nie będzie tak zuchwały
Nikt o tym nie pomyśli
Ja będę żyć w spokoju duszy
Kolejny plan w mej urodzi się głowie
Morderca znowu we świat ruszy
Nikt nie piśnie, nie krzyknie, nie powie...










